wylewam łzy...
...może nie dosłownie ale przenośnie...
kolejne rozmyślanie o ponurej ludzkiej doli...
oczywiscie w tym przypadku...znowu o mnie. kiedy bedziecie to czytać to zastanówcie się czy macie lub mieliscie podobnie.
4 lata spędzone razem, czasm w złej atmosferze ale głównie w niesamowitej...raczej pozytywnej, 4 lata śmiechu, zaufania niekiedy nadszarpniętego, ciężkiej pracy, rozmów, dobrej zabawy,młodości i na szczescie nie utraconej. w ciągu tych 4 lat nie odczuwało się nieczego innego poza współzawodnictwem, siedzeniem w jednej ławce, po prostu bycia dla siebie, jeden dla drugiego...
...dopiero teraz kiedy juz tamte 4 lata mineły odleciały i nie wrócą czuje się to co tak na prawde było niedostrzegane...prawdziwą przyjaźń!!!
a teraz jest ona poddawana próbie, ciężkiej. nie wiem czy nie obędzie się bez reanimacji, jednak ciągle żyje...przynajmniej z mojej strony...
teraz czas odbudowy tylko nadszarpniętych fundamentów...cisza przed burzą, której nie chcę.
liczę na to że odżyje na nowo i będzie tak samo wspaniał jak kiedyś...
confused...tak właśnie, czuję się confused!...